sobota, 1 maja 2021

| Rozdział 3 |

 Słysząc jej słowa spojrzałem się na nią i zmarszczyłem swoje brwi. Nie bardzo rozumiałem jak nasza rozmowa od jednego papierosa, do zapytania gdzie pracuje mogła przyjąć taki obrót spraw. 

Nim się obejrzałem, zostałem pociągnięty przez Chanel do toalety, a ona usiadła na wannie.  Zlustrowałem ją wzrokiem i oblizałem swoje usta. Zacząłem zastawiać się, co dziewczyna tak na prawdę tutaj robiła. Już od samego początku mogłem zauważyć , że Chanel nie pasowała do towarzystwa mojej siostry, a już na pewno nie mogły być dobrymi przyjaciółkami. Ale postanowiłem tę myśl zostawić dla siebie. 

Trzymając w ręku paczkę papierosów, wyciągnąłem jednego, wsadziłem go do ust, i już miałem poczęstować różowo włosą, gdy ta wyjęła mi papierosa z ust i wsadziła go do swoich. Podpaliła go i usiadła jak gdyby nigdy nic w wannie. Ziewnęła, i zaciągnęła się mocno papierosem. 

- Jak dobrze, że nie masz cienkich. - Powiedziała obracając marlboro w swoich palcach. - Pewnie się zastanawiasz co tutaj robię. - Spojrzała się na mnie i wypuściła dym w moim kierunku. 

- Raczej zastanawiałbym się nad twoją propozycją, ale nie ukrywajmy że nie pasujesz zbytnio do tego towarzystwa.

Spojrzała się na mnie, i uśmiechnęła się związując swoje grube dredy w koka na czubku głowy.

- Hmm.. powiem Ci, że to jest dobre pytanie. Też się zastanawiam co tutaj robię. Z Jazmyn, znam się fakt krótki czas, ale ktoś wspomniał mi o imprezie i postanowiłam skorzystać. To jednak alkohol za darmo. - Wzruszyła swoimi ramionami, i wzięła do ręki otwarte piwo, które stało na pralce upiła spory łyk i odstawiła je z powrotem na urządzenie. 

Podała mi papierosa, a ja zaciągnąłem się przytrzymując dym w swoich płucach. Wypuściłem kółeczko z dymu i zaciągnąłem się jeszcze raz oddając dziewczynie papierosa. 

- Zawsze zapraszasz facetów na szybki seks w łazience, a potem sępisz od nich papierosy? - Zapytałem patrząc się na nią.

 - Zazwyczaj. - Przyznała i zgasiła końcówkę papierosa o umywalkę.

Wrzuciła go do muszli klozetowej, i spuściła wodę. Chwilę później usłyszeliśmy pukanie do drzwi. 

- Otwórz! - Rozległ się damski głos. 

- No to cześć. - Powiedziała i wyszła z toalety. 

Ruszyłem za nią, a ona ruszyła w kierunku drzwi. Zgarnęła tylko kurtkę z wieszaka i wyszła na korytarz zamykając za sobą drzwi. 

Wróciłem do swojej siostry i zaczęliśmy rozmowę. 

*

Niedługo potem, wyszedłem z domu i ruszyłem w kierunku swojego mieszkania. Po drodze zahaczyłem o sklep monopolowy otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę, i kupiłem butelkę tequili. Wróciłem do swojego domu,. ściągnąłem swoją kurtkę i spojrzałem się na brunetkę przy moim boku. Otworzyliśmy butelkę, nie delektując się w żaden sposób trunkiem zakupionym w monopolowym. Spojrzałem się na nią, a ona wzięła do ręki dwie szklanki i wyciągnęła papierosa z paczki. Usiedliśmy na kanapie i zapaliliśmy razem papierosa 

*

Rano obudziłem się z delikatnym bólem głowy, a smak alkoholu w ustach przypomniał mi o wczorajszych zdarzeniach. Wymacałem telefon, który leżał na nocnej szafce i spojrzałem na godzinę, i wiadomość od siostry. Miałem zamiar wstać około ósmej rano, a godzina trzynasta na zegarku wcale nie była mi na rękę. Wstałem z łóżka, i poszedłem do toalety, czując że ilość wypitego wczoraj alkoholu nie współgrała ani z moim żołądkiem, ani z głową.

Wyszedłem z toalety po zwróceniu wczorajszej zawartości żołądka. Podszedłem do lodówki i otworzyłem ją. Widząc jednak jedną puszkę coli, i zgniłą paprykę zamknąłem decydując się na napój. Otworzyłem go i wypiłem na dwa łyki. Poszedłem do toalety, i wziąłem prysznic. Wstawiłem pranie i założyłem na siebie jeansowe spodnie i flanelową koszulę. Złapałem jeszcze po drodze paczkę papierosów, która wylądowała w tylnej kieszeni moich jeansów. Wyszedłem z domu, i wsiadłem do autobusu, który jechał prosto do szpitala w którym leżała mama. 

Gdy do niego dotarłem, wszedłem do sali na której leżała kobieta, i usiadłem obok niej na krześle. 

Nic się nie odzywałem, bo nie było sensu. Na samym początku gdy do niej przychodziłem mówiłem coś do niej, opowiadałem jej co u mnie i Jazmyn. Ale potem, można powiedzieć, że pogodziłem się z tym, że moja mama leży w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi, o ile kiedykolwiek. 

Zmieniłem jej wodę w kwiatkach, które tu stały i oblizałem swoje usta. Po około pół godzinie, wyszedłem z sali, poprawiając swoją czerwoną koszulę.  Spojrzałem się na zegarek, który był powieszony na ścianie i wskazywał godzinę czternastą trzydzieści. 

Wziąłem głęboki oddech, i wyszedłem z sali zamykając drzwi. Skierowałem się w stronę wyjścia i stanąłem przed szpitalem. Wyciągnąłem paczkę papierosów i podpaliłem jednego wkładając go uprzednio do ust. Schowałem paczkę do kieszeni spodni, i zaciągnąłem się dymem. Dostałem wiadomość, od Jazmyn jak się czuje i czy u mnie wszystko w porządku. Odpisałem jej zdawkowo, że jest okej i właśnie wyszedłem ze szpitala. Ruszyłem w kierunku swojego domu, a gdy się w nim znalazłem wziąłem prysznic i przebrałem się. Spojrzałem na godzinę, i oblizałem swoje usta, podszedłem do szafki i ściągnąłem z niej czarny aparat na pasku. Zawiesiłem go na szyję, sprawdzając, czy jest naładowany i mieści w sobie kartę pamięci. Gdy wszystko było na swoim miejscu, założyłem buty i wyszedłem z mieszkania. Pojechałem deskorolką do centrum bo nie mieszkałem wcale tak daleko. Oparłem ją o ławkę, i sam na niej usiadłem. Ściągnąłem aparat z szyi, i odpaliłem go, ukucnąłem przed ławką i ustawiłem obiektyw w stronę wiewiórki,  zrobiłem jej parę zdjęć i uśmiechnąłem się sam do siebie. 

- A ty znowu tutaj? - Usłyszałem głos, mojego przyjaciela i odwróciłem się w jego stronę. 

- Lepiej tutaj niż na dołku. - Mruknąłem, i wstałem, przybiłem z nim piątkę.

Chłopak poprawił swoje okulary na nosie, i odpalił papierosa, częstując mnie. Spojrzałem się na cienkiego papierosa w jego palcach, i pokręciłem głową, biorąc od niego papierosa. Podpaliłem go. Zaciągnąłem się papierosem i wypuściłem dym. 

- Masz coś? - Zapytałem patrząc się na niego. 

Mathew wyciągnął z kieszeni swojej jeansowej kurtki, małą dyskietkę i podał mi ją.

- Zobaczę w domu. - Mruknąłem i schowałem dyskietkę do futerału od aparatu.

- U Ciebie zobaczę w domu, brzmi jak rzucę gdzieś w kąt i przesłucham dopiero jak się przypomnę. - Pokręcił swoją głową.

- Nie wykluczam takiej możliwości.  - Uśmiechnąłem się i kolejny raz wkładając papierosa do swoich ust. 

- Plan na dzisiaj? - Zapytał patrząc się na mnie. - Gdybyś niemiał żadnych planów, mógłbyś wpaść do mnie, napilibyśmy się i zapalili. - Zaproponował.

Już otworzyłem usta, i miałem coś powiedzieć, ale chłopak mi przerwał. 

- Ja nie przyjmuje żadnych odmów Justin. - Powiedział, będę po Ciebie o dziewiętnastej.

- Muszę chyba odpuścić... - Zacząłem.

- To będę o dziewiętnastej trzydzieści. - Uśmiechnął się.

Wykierowałem obiektyw w jego stronę i zrobiłem mu zdjęcie jak odchodził.  Poszukałem wzrokiem wiewiórki, która robiła mi za modela, ale nie mogłem jej znaleźć. Wyprostowałem się i rozejrzałem się dookoła.

Po około godzinie robienia zdjęć, usiadłem w końcu na ławce, i zacząłem rozglądać się dookoła. Nie miałem w sumie pomysłu co dalej mógłbym ze sobą począć, wiec przez dobry kwadrans, siedziałem i patrzyłem się obserwując naturę.  Zrobiłem jeszcze parę zdjęć i założyłem osłonkę na aparat gdy odwróciłem się z zamiarem pójścia do domu, gdy wpadłem na kogoś. Spojrzałem się na kawę, która rozlała się na chodniku, i pokręciłam swoją głową. Całe szczęście nie była moja. Podniosłem swój wzrok do góry, i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bujne różowe dredy.

- Nie mam papierosa. - Mruknąłem i wyminąłem dziewczynę wkładając ręce do kieszeni. 

___

Myślę, że osoba dla której jest napisany ten rozdział, będzie wiedzieć że jest dla niej i też mi kiedyś podaruje taką dyskietkę :) 

piątek, 30 kwietnia 2021

| Rozdział 2 |

  Kiedy byłem już pod blokiem swojej siostry, rozejrzałem się dookoła i przełknąłem ślinę. W swoim lewym ręku trzymałem, czerwoną różę oraz różowe pudełeczko, w którym była delikatna bransoletka. Dobra, ukradłem pieniądze na nią, ale przecież ona nie musi o tym wiedzieć. Zadzwoniłem domofonem na nasze nazwisko.

     - Justin? - Zapytała a ja wciągnąłem powietrze.

     - T-tak. - Odpowiedziałem i zamknąłem oczy.

Chwilę później usłyszałem otwarcie drzwi do bloku. Wszedłem do klatki i zacząłem się kierować do windy.
Wsiadłem i ścisnąłem guzik, najwyższego piętra. Kiedy w końcu winda dojechała na miejsca, sygnalizując to dość głośnych i irytującym dźwiękiem, wyszedłem z niej. Podszedłem do drzwi z nazwiskiem "Bieber", wziąłem głęboki oddech i zapukałem.
Po chwili otworzyła mi moja siostra, była pięknie ubrana. Miała na sobie czerwoną sukienkę na ramiączka. Miała delikatny dekolt, i była przed kolana ale była bardzo stonowana.
    - Wszystkiego najlepszego Jazzy. - Przełknąłem ślinę i spojrzałem w jej oczy.
    Siostra popatrzyła się chwilę na mnie i przytuliła się do mnie, mocno obejmując moją szyję swoimi drobnymi rączkami.
    - Dziękuję Justin. - Wyszeptała do mojego ucha. - Nie za prezent, nie za życzenia. Tylko za to, że przyszedłeś.
    Kiwnąłem delikatnie głową, i przełknąłem ślinę widząc jak patrzy się na nas chłopak dziewczyny.
    Weszliśmy do środka, zdjąłem buty i rozejrzałem się dookoła. Było tu na prawdę pięknie. Było dość sporo osób. Wszyscy elegancko poubierani.. a ja nie miałem nawet czym wyprasować koszuli.
    - To jest mój brat Justin. - Przedstawiła mnie wszystkim zgromadzonym na sali.
Kiwnąłem głową lustrując ich wszystkim wzrokiem. Byli pięknie poubierani, było tu około dwudziestu osób. Garnitury i przepiękne wyjściowe sukienki. Spojrzałem się na swoje ubranie i przewróciłem oczami.
Czułem ich wzrok na sobie. Siostra poczęstowała mnie kieliszkiem białego szampana, wziąłem go od niej i upiłem łyka. Kurwa, był przepyszny. nie chcę wiedzieć ile kosztował. Niektórzy zaczęli tańczyć a inni rozmawiali z moją siostrą. Wyszedłem na balkon i zacząłem palić papierosa. Rozejrzałem się i kiedy zobaczyłem dziewczynę, która siedzi na krześle zmarszczyłem brwi. Wzruszyłem ramionami i oparłem się łokciami o barierkę. zaciągnąłem się.
    - Poczęstujesz mnie? - Usłyszałem.
Trzymając kieliszek w ręku, i papierosa w ustach odwróciłem się w jej stronę.Podałem jej paczkę papierosów z zapalniczką, wyjęła jednego i oddała.
    - Dzięki. - Mruknęła i zaciągnęła się zatrzymując większość dymu w płucach.
    - Bez problemu. - Wypuściłem dym i upiłem łyka szampana.
    - Co tutaj robisz? - Zapytała.
Popatrzyłem się na nią, miała dużo dość cienkich różowych dredów do pasa. Była ubrana inaczej niż wszyscy. Miała na sobie koszulkę Nirvany, martensy i przylegające czarne spodnie podarte na kolanach.W jej wardze widniał kolczyk.
    - Jazmyn to moja siostra... A ty? Dlaczego nie jesteś w środku?
    - Nie chce mi się. Pierdole takie imprezy. - Splunęła pod moje nogi a ja delikatnie się odsunąłem o krok do tyłu.
    - Okej. - Kiwam głową i wypuszczam  dym.
    - Sora, to niechcący. - Wzruszyła ramionami i wstała.
Stanęła przede mną i wyciągnęła w moim kierunku rękę.
    - Channel. - Oblizała usta.
    - Justin. - Uścisnąłem jej dłoń. - Więc jeżeli pierdolisz takie imprezy, to dlaczego na nich jesteś? Rozumiem, że siedzisz na balkonie i palisz papierosy, ale nie lepiej po prostu nie przyjść i posiedzieć w domu?
    - Koleżanka mnie zaprosiła, w sumie dawno się z nią nie widziałam. Pogadałyśmy chwilę, a teraz nie mam jak wrócić do domu a  buta mi się nie chcę więc czekam, aż wszyscy się ulotnią i będę nocowała najprawdopodobniej u niej.
    - Tą koleżanką jest Jazmyn? - Pytam spoglądając na Ciebie
    - Tak dokładnie, też ją znasz?
    - To moja siostra. - Oblizuje usta i uśmiecham się lekko.
    -O, nie wiedziałam, że Jazmyn ma rodzeństwo.
    - Raczej tak średnio utrzymywaliśmy kon.. - Zacząłem ale przerwał mi głos mojej siostry.
    - Justin chodźcie na tort! - Krzyknęła zapraszając nas dłonią.
     Razem z Channel udaliśmy się do środka, oblizałem usta i stanąłem przy ścianie. Dziewczyna dosłownie obok mnie. Po chwili Jazmyn zaczęła rozdawać kawałki tortu. Kulturalnie podziękowałem za swój i zacząłem go jeść małym widelczykiem.
     - Bardzo smaczny. - Powiedziała dziewczyna patrząc się w moje oczy. - Czym się zajmujesz Justin? Pracujesz gdzieś? - Zapytała.
     - Pracuje w wrasztacie samochodowym. 
      - Rozumiem. - Pokiwała głową i cały czas utrzymywała ze mną kontakt wzrokowy. - Co powiesz na szybki seks w łazience? - Zapytała lustrując mnie wzrokiem.

| Rozdział 1 |

 Rozłożyłem swój sprzęt, na małym metalowym stoliczku w kącie swojego pokoju. Rozejrzałem się po nim, była to mała wynajmowana klitka, jeden pokój połączony z kuchnią oraz toaleta w której ledwo co wszystko się mieści, nie mówiąc już nic o naprawianiu samego prysznica co dwa tygodnie. Przeczesałem swoje długie blond włosy i pozwoliłem im opaść niechlujnie na moją twarz, zamknąłem na chwile oczy i po chwili wróciłem włosy na miejsce. Wszedłem do kuchni i wstawiłem wody na starą gazówkę i oparłem się plecami o lodówkę. Po chwili zadzwonił mój telefon, przekląłem pod nosem i podszedłem do wyjścia domu, zacząłem szukać po kieszeniach kurtki swojego telefonu. Kiedy w końcu ten znalazł się w zasięgu mojego dotyku wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem nawet nie patrząc się, kto dzwonił.

   - Justin Bieber. - Rzuciłem i wróciłem do kuchni.
   - Jeszcze wiem do kogo dzwonie Jazmyn.
   - Abonent tymczasowo niedostępny, prosimy nie dzwonić więcej.
   - Fajnie byłoby, gdybyś dzisiaj do mnie przyszedł. - Powiedziała, a moje usta opuścił śmiech.
   - Nie, nie byłoby fajnie.
   To nie jest tak, że żyjemy z Jazmyn jak zwykłe rodzeństwo i się trochę kłócimy a to jest rodzinna kłótnia. W momencie gdy ja chodziłem do szkoły, pracy, i ogarniałem chorą mamę w szpitalu - ona balowała za pieniądze swojego chłopaka. Gdy przed wypadkiem mamy, poprosiliśmy ją chociaż o opłacenie rachunków i kilka groszy na to, żebyśmy mieli przynajmniej coś do przekąszenia wyśmiała nas i oznajmiła, że wyjeżdża ze swoim chłopakiem za granicę na półtorej miesiąca. Od tamtej pory, nie mam i nie chce mieć z nią kontaktu. Nie obchodzi mnie, to że mieszka sobie w  ze swoim kochanym chłopakiem i jedzą jedzenie o którym nawet moje kubki smakowe nie mają pojęcia.
   - Justin, będę ja, ciocia Ana, wujek Andrew... - Zaczęła a ja ponownie przewróciłem oczami.
   - Nie, nie, i jeszcze raz nie, mam inne plany.
   - Znowu będziesz do niej chodził? Just... mi też na niej zależy. I cały czas ją odwiedzam ale ty również masz swoje życie.
    Czułem jak moje pięści się zaciskają, a oddech przyśpiesza. Pattie, bo tak ma na imię nasza mama, leży w szpitalu już od dobrego pół roku. Miała wypadek samochodowy, jest w śpiączce. Jakiś idiota potrącił ją na pasach, przejeżdżał na czerwonym świetle i w nią uderzył. Kolejny przykład - Jazmyn była u niej może pięć razy. Ale ja nie mam czasu Justin.
    - Tak mam swoje życie, mam pracę, mam dziewczynę. - Tak z tą dziewczyną skłamałem.- Mam mieszkanie, samochód i mamę w szpitalu. - Mieszkanie mam z zastraszenia koleżanki, a samochód po prostu stał na drodze. Byłoby mi przykro gdyby się tak zmarnował gdybym go sobie nie przywłaszczył...
   - Ja też mam mamę w szpitalu! - Krzyknęła. - I mam chłopaka, i mam swoje życie, ale mam również starszego brata którego właśnie proszę, by przyszedł na moje urodziny. Możesz? Proszę Justin. -  Powiedziała rozpaczliwie.
   - Jakiś adres? - Przewróciłem oczami i podszedłem do lodówki. Przytrzymałem ramieniem telefon, i odkleiłem jedną karteczkę na lodówkę.
   Zapisałem sobie adres na lodówce, odłożyłem telefon na blacie, podłączając go do ładowarki. Wyjąłem kubek z górnej szafki, wsypałem kawy i wlałem gorącej wody, a drugą ręką wyłączyłem gazówkę. Po zalaniu napoju odstawiłem stary, zardzewiały czajnik na wcale nie lepszego stanu kuchenkę. Zacząłem dmuchać w kubek patrząc się na zdjęcie mamy wiszące na lodówce. Razem z mamą i Jazmyn dostajemy zasiłek po ojcu, więc każdy z nas ma jakiekolwiek pieniądze na przeżycie.
   Upiłem łyk, czarnego napoju i spojrzałem na zegarek w telefonie. Dostałem sms'a.
Od Jazmyn; Proszę przyjdź. Mogę Ci zamówić taksówkę. 

Do Jazmyn; Spokojnie, mam nogi. 

   Zablokowałem go, i odłożyłem do dalszego ładowania. Patrzyłem się przed siebie, i ponownie zbliżyłem kubek do ust. upiłem łyka i postawiłem pusty już kubek, na blacie. Przetarłem swoją twarz dłoń, i spojrzałem na datę na kalendarzu, dzisiaj były urodziny mojej siostry. Wziąłem głęboki oddech i udałem się do szafy. Wziąłem pierwsze lepsze, czyste spodnie i białą koszulę i wziąłem prysznic w zimnej wodzie. umyłem włosy i rozczesałem je, wcześniej wycierając  ręcznik. Kiedy już cały się wysuszyłem ubrałem wcześniej przygotowane ciuchy. Zamknąłem oczy i popatrzyłem się jeszcze raz na siebie w zbitym lustrze. Wziąłem głęboki oddech, i wyszedłem z domu. koszula była cała pognieciona. Zbiegłem na dół i otworzyłem wielkie drewniane drzwi. Zamknąłem je i wsadziłem dłonie do kieszeni spodni.