Słysząc jej słowa spojrzałem się na nią i zmarszczyłem swoje brwi. Nie bardzo rozumiałem jak nasza rozmowa od jednego papierosa, do zapytania gdzie pracuje mogła przyjąć taki obrót spraw.
Nim się obejrzałem, zostałem pociągnięty przez Chanel do toalety, a ona usiadła na wannie. Zlustrowałem ją wzrokiem i oblizałem swoje usta. Zacząłem zastawiać się, co dziewczyna tak na prawdę tutaj robiła. Już od samego początku mogłem zauważyć , że Chanel nie pasowała do towarzystwa mojej siostry, a już na pewno nie mogły być dobrymi przyjaciółkami. Ale postanowiłem tę myśl zostawić dla siebie.
Trzymając w ręku paczkę papierosów, wyciągnąłem jednego, wsadziłem go do ust, i już miałem poczęstować różowo włosą, gdy ta wyjęła mi papierosa z ust i wsadziła go do swoich. Podpaliła go i usiadła jak gdyby nigdy nic w wannie. Ziewnęła, i zaciągnęła się mocno papierosem.
- Jak dobrze, że nie masz cienkich. - Powiedziała obracając marlboro w swoich palcach. - Pewnie się zastanawiasz co tutaj robię. - Spojrzała się na mnie i wypuściła dym w moim kierunku.
- Raczej zastanawiałbym się nad twoją propozycją, ale nie ukrywajmy że nie pasujesz zbytnio do tego towarzystwa.
Spojrzała się na mnie, i uśmiechnęła się związując swoje grube dredy w koka na czubku głowy.
- Hmm.. powiem Ci, że to jest dobre pytanie. Też się zastanawiam co tutaj robię. Z Jazmyn, znam się fakt krótki czas, ale ktoś wspomniał mi o imprezie i postanowiłam skorzystać. To jednak alkohol za darmo. - Wzruszyła swoimi ramionami, i wzięła do ręki otwarte piwo, które stało na pralce upiła spory łyk i odstawiła je z powrotem na urządzenie.
Podała mi papierosa, a ja zaciągnąłem się przytrzymując dym w swoich płucach. Wypuściłem kółeczko z dymu i zaciągnąłem się jeszcze raz oddając dziewczynie papierosa.
- Zawsze zapraszasz facetów na szybki seks w łazience, a potem sępisz od nich papierosy? - Zapytałem patrząc się na nią.
- Zazwyczaj. - Przyznała i zgasiła końcówkę papierosa o umywalkę.
Wrzuciła go do muszli klozetowej, i spuściła wodę. Chwilę później usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Otwórz! - Rozległ się damski głos.
- No to cześć. - Powiedziała i wyszła z toalety.
Ruszyłem za nią, a ona ruszyła w kierunku drzwi. Zgarnęła tylko kurtkę z wieszaka i wyszła na korytarz zamykając za sobą drzwi.
Wróciłem do swojej siostry i zaczęliśmy rozmowę.
*
Niedługo potem, wyszedłem z domu i ruszyłem w kierunku swojego mieszkania. Po drodze zahaczyłem o sklep monopolowy otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę, i kupiłem butelkę tequili. Wróciłem do swojego domu,. ściągnąłem swoją kurtkę i spojrzałem się na brunetkę przy moim boku. Otworzyliśmy butelkę, nie delektując się w żaden sposób trunkiem zakupionym w monopolowym. Spojrzałem się na nią, a ona wzięła do ręki dwie szklanki i wyciągnęła papierosa z paczki. Usiedliśmy na kanapie i zapaliliśmy razem papierosa
*
Rano obudziłem się z delikatnym bólem głowy, a smak alkoholu w ustach przypomniał mi o wczorajszych zdarzeniach. Wymacałem telefon, który leżał na nocnej szafce i spojrzałem na godzinę, i wiadomość od siostry. Miałem zamiar wstać około ósmej rano, a godzina trzynasta na zegarku wcale nie była mi na rękę. Wstałem z łóżka, i poszedłem do toalety, czując że ilość wypitego wczoraj alkoholu nie współgrała ani z moim żołądkiem, ani z głową.
Wyszedłem z toalety po zwróceniu wczorajszej zawartości żołądka. Podszedłem do lodówki i otworzyłem ją. Widząc jednak jedną puszkę coli, i zgniłą paprykę zamknąłem decydując się na napój. Otworzyłem go i wypiłem na dwa łyki. Poszedłem do toalety, i wziąłem prysznic. Wstawiłem pranie i założyłem na siebie jeansowe spodnie i flanelową koszulę. Złapałem jeszcze po drodze paczkę papierosów, która wylądowała w tylnej kieszeni moich jeansów. Wyszedłem z domu, i wsiadłem do autobusu, który jechał prosto do szpitala w którym leżała mama.
Gdy do niego dotarłem, wszedłem do sali na której leżała kobieta, i usiadłem obok niej na krześle.
Nic się nie odzywałem, bo nie było sensu. Na samym początku gdy do niej przychodziłem mówiłem coś do niej, opowiadałem jej co u mnie i Jazmyn. Ale potem, można powiedzieć, że pogodziłem się z tym, że moja mama leży w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi, o ile kiedykolwiek.
Zmieniłem jej wodę w kwiatkach, które tu stały i oblizałem swoje usta. Po około pół godzinie, wyszedłem z sali, poprawiając swoją czerwoną koszulę. Spojrzałem się na zegarek, który był powieszony na ścianie i wskazywał godzinę czternastą trzydzieści.
Wziąłem głęboki oddech, i wyszedłem z sali zamykając drzwi. Skierowałem się w stronę wyjścia i stanąłem przed szpitalem. Wyciągnąłem paczkę papierosów i podpaliłem jednego wkładając go uprzednio do ust. Schowałem paczkę do kieszeni spodni, i zaciągnąłem się dymem. Dostałem wiadomość, od Jazmyn jak się czuje i czy u mnie wszystko w porządku. Odpisałem jej zdawkowo, że jest okej i właśnie wyszedłem ze szpitala. Ruszyłem w kierunku swojego domu, a gdy się w nim znalazłem wziąłem prysznic i przebrałem się. Spojrzałem na godzinę, i oblizałem swoje usta, podszedłem do szafki i ściągnąłem z niej czarny aparat na pasku. Zawiesiłem go na szyję, sprawdzając, czy jest naładowany i mieści w sobie kartę pamięci. Gdy wszystko było na swoim miejscu, założyłem buty i wyszedłem z mieszkania. Pojechałem deskorolką do centrum bo nie mieszkałem wcale tak daleko. Oparłem ją o ławkę, i sam na niej usiadłem. Ściągnąłem aparat z szyi, i odpaliłem go, ukucnąłem przed ławką i ustawiłem obiektyw w stronę wiewiórki, zrobiłem jej parę zdjęć i uśmiechnąłem się sam do siebie.
- A ty znowu tutaj? - Usłyszałem głos, mojego przyjaciela i odwróciłem się w jego stronę.
- Lepiej tutaj niż na dołku. - Mruknąłem, i wstałem, przybiłem z nim piątkę.
Chłopak poprawił swoje okulary na nosie, i odpalił papierosa, częstując mnie. Spojrzałem się na cienkiego papierosa w jego palcach, i pokręciłem głową, biorąc od niego papierosa. Podpaliłem go. Zaciągnąłem się papierosem i wypuściłem dym.
- Masz coś? - Zapytałem patrząc się na niego.
Mathew wyciągnął z kieszeni swojej jeansowej kurtki, małą dyskietkę i podał mi ją.
- Zobaczę w domu. - Mruknąłem i schowałem dyskietkę do futerału od aparatu.
- U Ciebie zobaczę w domu, brzmi jak rzucę gdzieś w kąt i przesłucham dopiero jak się przypomnę. - Pokręcił swoją głową.
- Nie wykluczam takiej możliwości. - Uśmiechnąłem się i kolejny raz wkładając papierosa do swoich ust.
- Plan na dzisiaj? - Zapytał patrząc się na mnie. - Gdybyś niemiał żadnych planów, mógłbyś wpaść do mnie, napilibyśmy się i zapalili. - Zaproponował.
Już otworzyłem usta, i miałem coś powiedzieć, ale chłopak mi przerwał.
- Ja nie przyjmuje żadnych odmów Justin. - Powiedział, będę po Ciebie o dziewiętnastej.
- Muszę chyba odpuścić... - Zacząłem.
- To będę o dziewiętnastej trzydzieści. - Uśmiechnął się.
Wykierowałem obiektyw w jego stronę i zrobiłem mu zdjęcie jak odchodził. Poszukałem wzrokiem wiewiórki, która robiła mi za modela, ale nie mogłem jej znaleźć. Wyprostowałem się i rozejrzałem się dookoła.
Po około godzinie robienia zdjęć, usiadłem w końcu na ławce, i zacząłem rozglądać się dookoła. Nie miałem w sumie pomysłu co dalej mógłbym ze sobą począć, wiec przez dobry kwadrans, siedziałem i patrzyłem się obserwując naturę. Zrobiłem jeszcze parę zdjęć i założyłem osłonkę na aparat gdy odwróciłem się z zamiarem pójścia do domu, gdy wpadłem na kogoś. Spojrzałem się na kawę, która rozlała się na chodniku, i pokręciłam swoją głową. Całe szczęście nie była moja. Podniosłem swój wzrok do góry, i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bujne różowe dredy.
- Nie mam papierosa. - Mruknąłem i wyminąłem dziewczynę wkładając ręce do kieszeni.
___
Myślę, że osoba dla której jest napisany ten rozdział, będzie wiedzieć że jest dla niej i też mi kiedyś podaruje taką dyskietkę :)