Rozłożyłem swój sprzęt, na małym metalowym stoliczku w kącie swojego pokoju. Rozejrzałem się po nim, była to mała wynajmowana klitka, jeden pokój połączony z kuchnią oraz toaleta w której ledwo co wszystko się mieści, nie mówiąc już nic o naprawianiu samego prysznica co dwa tygodnie. Przeczesałem swoje długie blond włosy i pozwoliłem im opaść niechlujnie na moją twarz, zamknąłem na chwile oczy i po chwili wróciłem włosy na miejsce. Wszedłem do kuchni i wstawiłem wody na starą gazówkę i oparłem się plecami o lodówkę. Po chwili zadzwonił mój telefon, przekląłem pod nosem i podszedłem do wyjścia domu, zacząłem szukać po kieszeniach kurtki swojego telefonu. Kiedy w końcu ten znalazł się w zasięgu mojego dotyku wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem nawet nie patrząc się, kto dzwonił.
- Justin Bieber. - Rzuciłem i wróciłem do kuchni.- Jeszcze wiem do kogo dzwonie Jazmyn.
- Abonent tymczasowo niedostępny, prosimy nie dzwonić więcej.
- Fajnie byłoby, gdybyś dzisiaj do mnie przyszedł. - Powiedziała, a moje usta opuścił śmiech.
- Nie, nie byłoby fajnie.
To nie jest tak, że żyjemy z Jazmyn jak zwykłe rodzeństwo i się trochę kłócimy a to jest rodzinna kłótnia. W momencie gdy ja chodziłem do szkoły, pracy, i ogarniałem chorą mamę w szpitalu - ona balowała za pieniądze swojego chłopaka. Gdy przed wypadkiem mamy, poprosiliśmy ją chociaż o opłacenie rachunków i kilka groszy na to, żebyśmy mieli przynajmniej coś do przekąszenia wyśmiała nas i oznajmiła, że wyjeżdża ze swoim chłopakiem za granicę na półtorej miesiąca. Od tamtej pory, nie mam i nie chce mieć z nią kontaktu. Nie obchodzi mnie, to że mieszka sobie w ze swoim kochanym chłopakiem i jedzą jedzenie o którym nawet moje kubki smakowe nie mają pojęcia.
- Justin, będę ja, ciocia Ana, wujek Andrew... - Zaczęła a ja ponownie przewróciłem oczami.
- Nie, nie, i jeszcze raz nie, mam inne plany.
- Znowu będziesz do niej chodził? Just... mi też na niej zależy. I cały czas ją odwiedzam ale ty również masz swoje życie.
Czułem jak moje pięści się zaciskają, a oddech przyśpiesza. Pattie, bo tak ma na imię nasza mama, leży w szpitalu już od dobrego pół roku. Miała wypadek samochodowy, jest w śpiączce. Jakiś idiota potrącił ją na pasach, przejeżdżał na czerwonym świetle i w nią uderzył. Kolejny przykład - Jazmyn była u niej może pięć razy. Ale ja nie mam czasu Justin.
- Tak mam swoje życie, mam pracę, mam dziewczynę. - Tak z tą dziewczyną skłamałem.- Mam mieszkanie, samochód i mamę w szpitalu. - Mieszkanie mam z zastraszenia koleżanki, a samochód po prostu stał na drodze. Byłoby mi przykro gdyby się tak zmarnował gdybym go sobie nie przywłaszczył...
- Ja też mam mamę w szpitalu! - Krzyknęła. - I mam chłopaka, i mam swoje życie, ale mam również starszego brata którego właśnie proszę, by przyszedł na moje urodziny. Możesz? Proszę Justin. - Powiedziała rozpaczliwie.
- Jakiś adres? - Przewróciłem oczami i podszedłem do lodówki. Przytrzymałem ramieniem telefon, i odkleiłem jedną karteczkę na lodówkę.
Zapisałem sobie adres na lodówce, odłożyłem telefon na blacie, podłączając go do ładowarki. Wyjąłem kubek z górnej szafki, wsypałem kawy i wlałem gorącej wody, a drugą ręką wyłączyłem gazówkę. Po zalaniu napoju odstawiłem stary, zardzewiały czajnik na wcale nie lepszego stanu kuchenkę. Zacząłem dmuchać w kubek patrząc się na zdjęcie mamy wiszące na lodówce. Razem z mamą i Jazmyn dostajemy zasiłek po ojcu, więc każdy z nas ma jakiekolwiek pieniądze na przeżycie.
Upiłem łyk, czarnego napoju i spojrzałem na zegarek w telefonie. Dostałem sms'a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję!